Scholandia jest w nas

Polityka, Scholandia | Kuba Pakulski Komentarze (1) »

Przed siedmioma tygodniami opublikowałem tekst „Potrzeba nowego rozdania”. Jeden z mych najbliższych współpracowników skwitował go stwierdzeniem „no to masz przerąbane”. Bo? „Bo to wygląda jak program wyborczy…”. Miał rację- szybko mieliśmy do czynienia z reakcją przeprowadzoną z gracją szarżującego nosorożca. Postulat skończenia z podziałem Scholandii na tych, którzy zawsze znajdą sobie paragraf i tych, na których zawsze znajdzie się paragraf został określony jako, cytuję, „publiczne nawoływanie do zmiany konstytucyjnie ustanowionego porządku prawnego Scholandii.”. No cóż. Uznajmy, że to taki scholandzki folklor.

Wielkie brawa należą się Mat Maxowi za pociągnięcie tematu dalej. Z sfery ideowej przeniósł dyskusję na sferę konkretów, czego efektem jest wczoraj spisana wstępna lista postulatów. Jest ich kilka- pozornie nieznacznych, czy też kosmetycznych. Jest to jednak wielki krok naprzód względem praktyk wcześniejszych. Nie ma już obywatelskiego lamentu „jest źle i będzie już tylko gorzej”, ani cudownych recept typu „jest źle, a żeby było lepiej musi być lepiej”. Różni się to też od praktyk wyborczych, w ramach których obiecywano Scholandii rewolucje, a nieczęsto dawano więcej, niż tylko niezadowalające działania o naturze czysto administracyjnej. Jest lista konkretów, program SCHOLANDZKI, a nie wyborczy. Nie pozostaje nic innego, jak go rozwijać i wykonać (wykonywać) jego punkty.

Drugą zaletą sytuacji, w której się znajdujemy, jest szerokość frontu społecznego, który swym poparciem program nasz- nie bójmy się tego zaimka- sankcjonuje. Do chwili spisywania tych słów (noc z poniedziałku na wtorek- wczesny wtorkowy poranek) wypowiedzieli się Max, Pośpiech, Sadki, Neruda, Gmurek, Mordecki i Autor. W zasadzie brakuje tylko głosu Korony, Landeckiego, JKW Filipa Kerada, Walczaka i de Belli, by móc powiedzieć, że postulaty te poparte zostały przez wszystkich widocznie aktywnych obywateli Królestwa. Nie przypominam sobie, by ostatnimi czasy jakikolwiek projekt uzyskał takie poparcie.

Ciesząc się z pierwszych efektów dyskusji nie można zapominać o kilku ważnych zasadach, założeniach czysto ideologicznych. Sformułowałem je trzy- trywialne dość, ale ważne. Same w sobie nie wystarczą, potrzebują jeszcze swych praktycznych przedłużeń. Ale w tym mnie może ktoś wyręczy.

1. „Za”, nie „przeciw”
Już na samym początku pojawiły się głosy przeciw rządowi czy wielkiemu biznesowi. Owszem, obecny rząd ma wielkie zasługi w dziele silnego spolaryzowania społeczeństwa, skłócenia go i podzielenia na tych, których akceptuje i tych, których nawet kosztem jawnego łamania Konstytucji próbuje wywalić na śmietnik historii. Tworzenie prawa przeciw konkretnym osobom mamy na co dzień, więc ten ruch, nasz ruch programu dla Scholandii musimy przed tym zagrożeniem uchronić. Stąd głoszone postulaty muszą mieć charakter pozytywny (zrobić, zorganizować, posprzątać), a nie negatywny (zabronić, usunąć, skasować). Oczywiście w granicach zdrowego rozsądku- wciąż uważam, że zasadne jest ograniczenie prawa spadkowego.

2. Apolityczność postulatów

Postulaty należy formułować tak, by w jak najmniejszym stopniu uzależniać je od rządu (z znanych nam wszystkim przyczyn), Parlamentu i szeroko pojętego „sytemu”, by były one realizowalne silami samego społeczeństwa, czy też w oparciu o prowincje. Cel jest oczywisty: postuluję-konsultuję-realizuję.

3. Apolityczność rezultatów
Jeżeli przyjmiemy, że tworzymy „program dla Scholandii”, a nie „program ND”, czy „program SPD”, to efekty tych prac będą efektami prac Scholandii, a nie partii. Nie wypadałoby więc robić z nich przedmiotu kampanii politycznej, wyborczej. Czy to w pozytywnym, czy negatywnym tego słowa znaczeniu. Oznacza to, że w chwili wejścia w projekt przestajemy zwracać uwagę na to, że tego lubimy, a tego już nie. Nie znęcamy się też nad konkurentami politycznymi jako argument przytaczając fragmenty programu, czy efekty prac z nim związanych.

Trzy proste punkty. Można je sobie wydrukować i powiesić nad monitorem. Może się przydadzą, może warto o nich pamiętać. Warto nie zapomnieć o jeszcze jednej rzeczy. Że, parafrazując mój realny tekst, Scholandia jest w nas. W każdym z nas.


Tak, jak pisałem- rękopis powstał dziś przed świtem. Do publikacji program zdążył, dzięki ingerencji niezawodnego premiera, wylądować w śmietniku. Na cześć scholandzkiej władzy trzykrotne „Hip hip hurra!”, a potem „DZIĘ-KU-JE-MY” skandowane do białego świtu.

Potrzeba nam nowego rozdania

Kultura, Polityka, Scholandia | Kuba Pakulski Komentarze (3) »

Od wielu miesięcy obserwujemy w Scholandii coś, co poetycka wrażliwość każe mi nazwać mianem, powiedzmy, „syndromu dopieprzania”. Nie chodzi tu o jakiś brak kultury osobistej- akty zachowań obraźliwych nie zdarzają się u nas często, a jeżeli już jakieś mają miejsce, to dokonują ich stałe osoby. Chodzi o to, że Scholandia w zasadzie podzieliła się na trzy obozy: obóz władzy, obóz przez władzę wyklęty oraz kilka osób, które zmieniają postawy jak rękawiczki, byle tylko się w pasować w nowy kontekst i swoje zyskać. Realizuje się to na kilku płaszczyznach.

Gospodarcza piaskownica

Najwyraźniej ten stały trend widać w kontekście zamówień publicznych. Wygra nie-Landecki: jest ok! Wygra Landecki- zaczyna się procedura szukania haków. Wygra Landecki przetarg ogłoszony przez Nerudę- afera murowana. I choćby była to jedyna oferta wysłana na minutę przed końcem przetargu- afera musi być. Bo przecież przetarg był ustawiony. Dowody? Landecki i Neruda…

Chcemy twardych zasad- niech będzie. Tylko niech dotyczą one wszystkich Scholandczyków. Cóż bowiem powiedzieć o sytuacji, w której Minister Gospodarki, prywatnie syn Ministra Finansów, wygrywa przetarg sprzedając towar mocno poniżej ceny minimalnej, a protesty przegranych kituje żartami? Kiedy zrobiłem Landeckiemu bożonarodzeniowy żarcik i ogłosiłem na liście dyskusyjnej, że zasponsoruje on wigilijną kolację każdemu Scholandczykowi, na sam pomysł się zgodził, ale dostałem ochrzan za konsekwencje prawne. Bo to nieuzgodnione z rządem i teraz afera na pół Scholandii będzie. Co prawda mały wybieg sprawił, że nawet Mordeckiemu głupio było się przyczepić, ale… Księciu Krwi wolno, a zwykłemu obywatelowi nie?

Inną kwestią jest związany z tym problem kreacji prawa, czasem zresztą nielegalnego. Prawa nie tworzy się już za czymś, lub przeciw jakimś zjawiskom. Nie tworzy się go nawet pod konkretne osoby, lecz przeciw konkretnym osobom. Prezes Lis przez zaniedbanie doprowadził do zapadnięcia się budynku produkcyjnego spółki Skarbu Państwa. Ogłasza to publicznie, przeprasza i zapowiada naprawienie szkody. Pożycza pieniądze od Landeckiego i budynek odbudowuje. I co? I afera, groźby procesów, ogłaszanie wyssanych z palca interpretacji ustaw i operacji finansowych. Ultimatum- jeżeli ktoś pożyczał pieniądze i nie oddał w formie pieniądza, ma zwrócić zaległy podatek od darowizn do dnia XXX. Przepraszam, ale… Co Ministra Finansów obchodzi, w jakiej formie ja spłacam pożyczki? Tekstem, poradą prawną czy w naturze? To jednak nieważne- jest Landecki, jest Lis- jest komu przychrzanić.

To zresztą działa w obydwie strony, czego przykładem jest ostatnia propozycja, by ministrom KRS zabronić udziału w przetargach publicznych. Typowa zemsta obozu „wyklętych” wymierzona w obóz „władzy”. I w tym kontekście pojawia się głos karierowiczów- akurat przeciwny, bo są w rządzie. Gdyby byli poza nim- poparliby proponowane rozwiązanie.

Obstrukcjonizm polityczny

Ta kwestia dotknęła mnie osobiście, bowiem złośliwa obstrukcja pewnego Scholandczyka zmarnowała całą moją kadencję na stanowisku Ministra Kultury. Czego bym nie zaproponował, odpowiedź była- nie. Centrum piłkarskie- nie. Centrum prasowe- nie. Zmiana funkcjonowania ligi piłkarskiej- nie. ”Bo są ważniejsze sprawy”. Swego czasu nazwałem to „Doktryną ważniejszych rzeczy” (prawa kolumna, “Prowincja, Głupcze!”) właśnie. Sytuacja była o tyle wkurzająca, że człowiek ten nie zajmował się niczym innym, jak tylko ukręcaniem łba rządowym projektom. A że reprezentował całą ówczesną opozycję Scholandzką, to sprzeciw ten oznaczał w zasadzie brak wystarczającego wsparcia społecznego, by projekty przeprowadzić.

„Nie, bo są ważniejsze sprawy”, „nie, bo to niedopasowane do realiów”, „nie, bo to się nie uda” czy po prostu „nie bo jesteś z innego obozu”- standardowa procedura udupiająca. Wobec braku silnych i liczebnych grup społecznych- udupiająca skutecznie. Czy dotyczyła działania prefektów, czy ministrów, wobec takiej opozycji urzędnicy byli i są bezsilni. Bo ile można współpracować z jedną i tą samą osobą wiedząc, że reszta zaneguje efekt prac, COKOLWIEK by nie powstało?

Etyka padalca

Padalca. Ale również hieny, sępa- jeszcze kilka zwierząt można tu wpasować. Będąc tu już kilka lat widziałem rzeczy różne. Było mi dane widzieć posła-prefekta, który w trakcie rozmów służbowych na temat bardzo poważnych zaniedbań w prowincji na pytanie o planowane działania naprawcze odszczekiwał Marszałkowi Parlamentu-MSWiA „Zostań tam, gdzie stoisz (…) nie zbliżaj się, bo jeszcze mnie czymś zarazisz…”. Po czym… robił na liście dyskusyjnej awanturę, że jest atakowany przez złego ministra. Widziałem polityków idących do wyborów z hasłami wielkiej sanacji i zmiany władzy, op czym przez całą kadencję nie byli w stanie nawet swojego biogramu napisać, nie mówiąc o jakichkolwiek pozytywnych działaniach. A po upływie dwóch kadencji znów byli buntownikami, psioczącymi na nieróbstwo władzy, która przyszła „z ulicy”, walcząc o „urżnięcie watahy”. Po czym dostawali się do Parlamentu i albo znikali bez słowa, albo bratali się z „watahą” w twórczym i płatnym nieróbstwie. Widziałem złośliwą obojętność na dzialania jednego z najlepszych prefektów ostatnich lat i obraźliwe odpowiedzi na jego proby wciągnięcia mieszkańców do współpracy, przy jednoczesnych narzekaniach, że prefekt nie potrafi zmobilizować wyborców do pracy dla prowincji. Po czym w następnych wyborach prefekt ów przegrywa z obojętnym wcześniej kontrkandydatem tylko dlatego, że tamten ma liczniejszą „rodzinkę”. I co robi zwycięzca? Zostawia prowincję i bez słowa przeprosin rezygnuje. Wraca stary prefekt jako pełniący obowiązki. Nowe wybory i…? „Rodzinka” oddaje puste głosy, byle owego prefekta przy władzy nie utrzymać. Jak to nazwać, nie używając wulgaryzmów? Osobista złośliwość, partykularyzm, karierowiczostwa i społeczna niedojrzałość nie może uzasadniać trwałego działania na szkodę prowincji bez ponoszenia politycznej odpowiedzialności za swe działania! A ta rodzinka jest dziś pełną gębą przy „korycie”.

Charakter mojego funkcjonowania w Scholandii sprawił, że miałem blisko niemal do każdego. Znajdując się w stałej rezerwie obozu rządzącego byłem wykorzystywany w sytuacjach bez wyjścia- kiedy brakowało ludzi na tyle, że nawet ja byłem do przełknięcia. Tym sposobem siedziałem w prowincjach, SCI, MSWiA, MK, MSZ, MFiG, Parlamencie i pewnie jeszcze kilku urzędach publicznych. Niebycie w pierwszej linii umożliwiało mi swobodną pracę w innych dziedzinach- kulturze, sporcie, głównie prasie- i utrzymywanie przyjaznych kontaktów niemal z każdym. Sprawiało to, że miałem i mam jeden z pełniejszych obrazów konfliktów scholandzkiego społeczeństwa. Konfliktów, w których (z wyjątkiem walki z „Doktryną ważniejszych spraw”) starałem się nie uczestniczyć. Jednak, jeżeli mimo propagandowego, wyborczego i ideowego wsparcia po raz kolejny słyszałem się, że pracuję za pieniądze Landeckiego, liberty Sarmatów (?!!) i podszepty Lisa, chcąc nie chcą przyjąłem wyznaczone mi w trzyosobowym obozie „wyklętych” miejsce. To i tak nieźle, zważywszy na nawoływania do niemal urzędowej banicji. Niemniej, mimo uwikłania w polityczne spory, spróbuję zakończyć ten tekst paroma pozytywnymi zdaniami.

Potrzeba nam nowej etyki biznesu…

Najwyższy czas skończyć z dualizmem „byle się zgłosić jako pierwszy!!!” oraz „byle wykiwać tych, co byli pierwsi!!!”. Firmy biorące udział w przetargach powtarzają się regularnie, więc kompromis między nimi jest możliwy. Jeżeli znany będzie plan przetargów i przyjmiemy, że wszyscy oferują produkty po cenach minimalnych, to zwycięzcy jednych przetargów mogliby odpuścić drugie i dać szansę innym. Nie jest to świat realny, w których od przetargu zależy chleb setek osób. To państwo wirtualne, w którym z wielu rzeczy można zrezygnować.

Celowo użyłem słowa „etyka”, który każe zwrócić się ku cechom charakteru. Chodzi mi bowiem o przyjazne nastawienie do innych przedsiębiorców, a nie powstanie jakiegoś kartelu blokującego dojście do zysków mniejszym graczom.

Oczywiście jest alternatywa. Dla przedsiębiorców- świadomość, że nad głową wisi topór Mordeckiego czekającego na źle postawiony przecinek. A dla władzy- świadomość ciągłej walki z każdym, kto nie należy do wąskiej kliki.

…nowej etyki współpracy…

Etyki pracy, która przestanie być ukierunkowana na „po co mi to?”, lecz zacznie myśleć w kategoriach „jak my wszyscy możemy się dzięki temu lepiej bawić?”. Wymaga to skończenia ze spoglądaniem na rząd i ministrów, bowiem obecny rząd w połowie składa się z ludzi, dla których ja czy reszta „spoza władzy” nie jestem już partnerem do rozmowy, a reszta rządu znalazła się tam chyba drogą losowania. Trzeba wziąć sprawy w swoje ręce, urzędy zostawiając karierowiczom, dla których są one ważne.

Odwieczny problem „dotacji” na projekty, które mają być rozwinięte, rozwiązać można korzystając ze skryptów niewielkich przelewów. Jestem zwolennikiem pozbawienia kierowników rządowych fasadowych instytucji informacyjnych stałych pensji. Zamiast nich pod każdym artykułem ich autorstwa zamieścić można owe skrypty, pozwalające przelać kwoty od, powiedzmy 5 do 25 Ar. W ten sposób skończymy z praktyką, w której urzędnikom płaci się za to, że są i zmusimy ich do PRACY, a nie do wypełniania luk kadrowych.

… oraz silnych grup społecznych.

Wobec rozpadu scholandzkich partii politycznych zanikły obywatelskie grupy współpracy. Zmusza to do pokładania wiary w realizację bardziej złożonych inicjatyw w rządzie i instytucjach centralnych. Dlatego odbudowa tych grup leży jak najbardziej w interesie Scholandii! Nie tylko zapewnia to środowisko do realizacji przedsięwzięć, ale również stanowi podłoże, na które trafiają nowi mieszkańcy. Zorganizowana grupa i zorganizowany podział zadań to szansa, by włączyć w ten rytm nowych ludzi. Prowincje i pojedyncze osoby temu zadaniu nie podołały.

Brak również inicjatyw, wokół których integrowaliby się Scholandczycy. Tak, jak kiedyś nad „życiem” pracowała cała Nowa Demokracja, tak i dziś potrzeba nam inicjatyw, przy realizacji których całe grupy Scholandczyków mogłyby się skupić.

Rodowe prowincje?

Przedstawiałem już raz pomysł na ekonomiczną reformę prowincji. Teraz jednak wpadł mi do głowy pomysł, by postulowane grupy budować wokół prowincji. Mamy w Scholandii kilka rodów- von Salvepol, Starcków, Dovskich, Scholandiae…. Każdy z nich mógłby wziąć pod swoją opiekę jedną prowincję. Oczywiście byłaby to opieka umowna- sankcjonowana wyborami lokalnymi. W ten sposób uzyskalibyśmy 1)grupy społeczne 2)przedmiot identyfikacji- prowincję 3)niezależność aktywności od stanu centrali 4)podłoże dla kształcenia nowych mieszkańców 5)grupową odpowiedzialność za losy prowincji i zapewnioną sukcesję. Pomysł wart rozważenia, w jego myśl złożyłem dziś podanie o stanowisko prefekta Dolii i Faerie.

Reset powszechny

By proponowane operacje mogły zakończyć się sukcesem, należy dokonać swego rodzaju „resetu”. Zapomnieć o dawnych krzywdach, zaszłościach i podejrzeniach i rozpocząć nowy marsz ku nowej Scholandii. Scholandia potrzebuje nowego rozdania. Społecznego, bo w polityczne już nie wierzę. Władzę centralną otrzymać powinni technokraci, ludzie kompetentni. Władzę w prowincjach oddajmy ideowcom.

Złote Elfy już w niedzielę

Scholandia | Mateusz Walczak Komentarze (0) »

Już w najbliższą niedzielę, 24 stycznia 2010 r., o godz. 20 odbędzie się na czacie Królestwa Scholandii uroczysta Gala wręczenia statuetek Złotych Elfów. Plebiscyt ten, którego pomysłodawcą jest Piotr Polus, organizowany będzie już po raz piąty. Do piątku włącznie jest możliwość głosowania na najlepszego Scholandczyka w każdej kategorii. Linki do głosowania oraz lista nominowanych jest dostępna na stronie Złotych Elfów.

Jak poinformowali organizatorzy na liście dyskusyjnej Scholandii, budżet plebiscytu na chwilę obecną wynosi 2500 arminów.

Złoty Złotego Złotym Złoci

Scholandia | Marcin Pośpiech Komentarze (4) »

Rozpoczyna się czat, na którym Mateusz Walczak, ponownie występujący w roli organizatora plebiscytu Złotych Elfów prezentuje kandydatury. Nie byłbym sobą, gdybym się pozbawił możliwości publicznego skomentowania całego projektu.

Słowem wstępu — jestem przeciwny organizowaniu w tej chwili Złotych Elfów. Byłem zaproszony przez Mateusza Walczaka do Komisji i odmówiłem, bo nie potrafiłem podać kandydatów. Tych Złotych po prostu teraz nie ma…

Organizator jako pierwszych przedstawia polityków. Krystian Gmurek i Janusz Lis — kiedy ostatni czas to dla nich zarówno odejście z polityki, jak i kryzys aktywności. Jerzy Mordecki Złotym Politykiem? Faktycznie, kadencji jego urzędowania nie jestem w stanie policzyć, nie świadczy to jednak o jego złotej polityce. Książę Mordecki z nieco długim nazwiskiem jest solidnym, pracowitym, ale urzędnikiem. Andre van Starck, Mateusz Walczak — za co? Co ostatnio osiągnęli? Uczestniczyli w wyborach… przegrali.

Złota Nowa Twarz, skomentowana przez organizatora: “W tej kategorii wyróżniani są Scholandczycy, którzy przyszli do Królestwa i wsławili się bardzo dobrą aktywnością”. Nadin da Belli, faktycznie aktywny, to jednak Złota Stara Twarz. Agata vel Harpia, Marcin Sadki, Natalia Scholandzka, Percian de Wega — oni wszyscy, niektórzy mniej, niektórzy więcej, coś zrobili. Gdzież jednak ta nowość w połączeniu z dobrą aktywnością?

Złota Inicjatywa. Scholandzki Komiks — 3 odcinki na poziomie… dyskutowalnym, potem upadek. SLPN ciągnie się bezustannie od paru lat, choć jest to nic nowego, ma swoją stałą rzeszę oddanych. Wizualizacja ubrań i wizytówka — powiedzmy sobie szczerze, że są to ciekawe dodatki, niewiele jednak wnoszące do prawdziwego scholandzkiego życia.

Złota Firma. Moja ulubiona kategoria. Bractwo, Margherita, Schol Mod, Scholandzka SA, StalMet — kto mi powie za co?

Czas na Złotego Dziennikarza. Mat Max zadebiutował numerem Podłych Zgłosek — fajny pomysł, Mat, tylko coś nie wyszło. Jerzy Mordecki Journal — choć z całą sympatią go zawsze czytam i oczekuję kolejnych numerów — suchar i od dawna brak nowych numerów. Mateusz Walczak, Percian de Wega… Panowie, coś tam ostatnio pisaliście, ale jeżeli za to ma się dostać taką statuetkę, to tylko pokazuje, jak poziom tego, z gruntu ciekawego, plebiscytu upada.

Złoty Mówca, wg organizatora: “to kategoria, gdzie doceniamy osoby posiadające kunszt słowa”. Nadin da Belli — Szanowna Komisjo, gdzie? Kuba Pakulski, ten to potrafi nawywijać na liście dyskusyjnej, ale gdzież w tym ta złotość w ostatnim czasie? Andre van Starck… jak to powiadają: “… a milczenie złotem”. Pasuje jak ulał!

Złoty Działacz Kultury i kandydat Mat Max. To pewnie za ten numer Podłych Zgłosek i jedną audycję w radiu. Krystian Gmurek, Mateusz Walczak, Natalia Scholandzka, Michał Borkowski — co oni takiego zrobili, że zasługuje na złotą statuetkę?

Złota Strona WWW, jak pisze Mateusz Walczak: “tym razem to nie tylko design, ale i aktywność strony”. APSik — oprócz solidnych i regularnych opisów gospodarki Nadina da Belli, to ostatnio z aktywnością bardzo krucho, podobnie z SAP. Kadra piłkarska Scholandii — strony osobiście nawet nie znam, a Scholandzki blog piłkarski średnio mi do tej kategorii pasuje, a Wizytówka w ogóle nie powinna się tu znaleźć.

Tak, wiem, że byłem bardzo ostry, a niektórych mogłem nawet bezpośrednio urazić, czasami pewnie wyolbrzymiam. Szkoda mi jednak, gdy patrzę, że taka ciekawa inicjatywa jest odgrzewana jakby na siłę, co drastycznie obniża jej prestiż i poziom. Rzekłoby się, jak Nobel dla Obamy…

Na koniec, żeby nie zostać kompletnie zlinczowanym, czego pewnie i tak nie uniknę (i słusznie!), dodam, że bardzo cieszy mnie ta aktywność. Wolałbym jednak, żeby nie przejawiała się w takim rozdawnictwie, a przeszła na coś, dzięki czemu później będziemy mogli zorganizować właściwe Złote Elfy.

WP Theme & Icons autorstwa N.Design Studio. Spolszczenie: Adam Klimowski.
RSS wpisów RSS komentarzy Zaloguj się