Diagnoza i recepta.

Scholandia, Zagranica | Percian de Wega Zostaw komentarz

Drodzy Czytelnicy

O potędze danego państwa świadczy wykorzystanie gospodarczo-ekonomicznych, militarnych i kulturalnych walorów swojego kraju. To jednak nie koniec drogi do sukcesu, jakim jest stanowienie światowej lub w naszym przypadku- mikroświatowej- potęgi. By uzyskać status takiej potęgi należałoby wykorzystać sumę tych walorów, która składa się na wewnętrzny sukces państwa. A więc naturalną rzeczą jest, że aby wykorzystać te narodowe zalety i przekuć to w sukces na arenie międzynarodowej powinno się prowadzić aktywną i skuteczną politykę zagraniczną. Jeśli jednak jest brak takiej dyplomacji lub mocno podupada ze swoją kondycją to potęga, funkcjonująca w (mikro)świecie, zaczyna się chwiać. Oczywiście to tylko moja indywidualna teoria poparta jednak pewną logiką, którą tutaj, mam taką nadzieję, widać.

Dlaczego zacząłem takim wstępem? Otóż wymaga tego obecna sytuacja, jaką jest tragiczny stan scholandzkiej dyplomacji. Niegdyś Królestwo Scholandii funkcjonowało jako silne państwo, którego zdanie było poważane i szanowane. Ostatnimi czasy nawet jeśli by ktoś chciał uszanować scholandzkie zdanie, to nie miałby nawet jak tego uczynić! Czemu właśnie tak? Ano temu, że scholandzkiego zdania nie ma!

Co należy przez to rozumieć? Musimy wywnioskować z tego fakt, że scholandzka dyplomacja od wielu miesięcy jest poważnie zaniedbywana do tego stopnia, że gdyby sprawy zagraniczne Królestwa Scholandii, byłyby tak zaniedbanym dzieckiem, to pracownicy opieki społecznej, czym prędzej takie dziecko odebrali by prawnemu opiekunowi.

Teraz, żeby nie zarzucono mi czczego gadania, ugruntuję wyżej przedstawioną diagnozę o ułomności i niewydolności scholandzkiej dyplomacji i scholandzkiego resortu spraw zagranicznych, a w końcu spróbuję zaproponować powierzchowny sposób leczenia.

To jedziemy. :]
Mikroświatowa dyplomacja, a dokładniej jej struktury, opierają się na dwóch filarach. Pierwszą kolumną jest sprawny minister spraw zagranicznych, drugą zaś jest personel placówek dyplomatycznych, który będzie realizował, w odpowiednim zakresie, doktrynę polityki zagranicznej swojego państwa. W scholandzkim przypadku oba te elementy zawodzą od pewnego czasu. Brak jest ministra z polotem, z wizją i pomysłem na naszą międzynarodową sytuację. Deficytowym towarem jest, także obecność profesjonalnego ambasadora, a ewentualne zasoby kadrowe, które mogły by się podjąć działalności w protokole dyplomatycznym, to po moich rachunkach około dwóch osób. Pierwszym problemem zatem jest szeroki problem personalny. Mamy niesprawnego ministra i brak ambasadorów, bo ostatni jaki był, a wykazywał przyzwoite minimum to Kuba Pakulski (były Ambasador Królestwa Scholandii przy JKM Danielu Łukaszu).

Musimy zatem wykorzystać te dwie osoby, których danych nie będę ujawniał publicznie, bo nie będzie to po prostu etyczne. Musimy się posiłkować takimi osobami, bo one fach dyplomacji mają opanowany już od dawna, a ich wiedza w tej dziedzinie obecnie się całkowicie marnuje (ponieważ osoby te nie są wykorzystywane przez KRS). Najbliższą okazję by dokonać bezpośredniej decyzji w sprawie poprawy stanu naszej dyplomacji, będziemy mieli pod czas najbliższych wyborów parlamentarnych, które odbędą się za niespełna 4 tygodnie.

Jakie jeszcze występują kwestie o takim(dyplomatycznym) podłożu, prócz problemów personalnych? Otóż mamy tutaj trudności merytoryczne. Królestwo Scholandii jest państwem już starszym, które powinno stanowić kwintesencję prawdziwego v-państwa. Nie może jednak tego uczynić, bo wiąże się to z dawaniem przykładu innym. Wiąże się to z byciem wzorcem. Scholandia więc, powinna aktywnie uczestniczyć w pracach takiej organizacji, jak OPM, podczas gdy obecnie od wielu tygodni scholandzccy delegaci do tej instytucji milczą. Brak jakiegokolwiek scholandzkiego głosu, jakiejkolwiek scholandzkiej inicjatywy. A inicjatyw jest wiele.

Kolejną trudnością jaka uporczywie nęka nasz resort dyplomacji, to brak zainteresowania lub brak motywacji i chęci- nie wiem, nie potrafię niestety tego w żaden prawdopodobnie poprawny sposób rozszyfrować- obywatelskim(a zarazem eksperckim) projektami umów międzynarodowych, które można by było wykonać przy odrobinie ochoty. Jest to wręcz niesmaczne, że MSZ nie wykorzystuje pomysłów podsuniętych na tacy. Nie wykazuje prawie żadnego zainteresowania i chęci do wdrożenia go w życie, a na pytania- „na jakim etapie jest projekt?”, odpowiada zdawkowo- „pracujemy nad formą”.

Abym mógł mówić o wizji przyszłości scholandzkiej polityki zagraniczny byłbym zmuszony zanudzić Was-Drodzy Czytelnicy- kolejnym, tak długim, wypracowaniem. Niemniej jednak zajmijmy się na razie obecnym, przykrym i smutnym stanem naszej dyplomacji. Moją receptą na to jest dopuszczenie do sterów  resortu spraw zagranicznych osób mających już wielomiesięczne (a nawet wieloletnie!) doświadczenie w tej dziedzinie i umożliwienie im podniesienia z kolan, a właściwie już z ziemi polityki zagranicznej Królestwa Scholandii.

Z pozdrowieniami na najbliższy miesiąc,
Percian de Wega-Starck!

Komentarze (9) do “Diagnoza i recepta.”

  1. Marcin P. Says:

    Ale problemem nie jest to, że osoby, o których Pan wspomina, “nie mają dostępu do resortu spraw zagranicznych”, tylko one nie chcą lub nie mogą (np. z powodu braku czasu) zająć się taką pracą. Recepta, jaką Pan podał, tak naprawdę nie jest żadną receptą.

  2. Percian de Wega Says:

    Proszę podać lepszą receptę, proszę zająć się polityką zagraniczną w takim razie!

  3. MWalczak Says:

    Marcin - przepraszam, to obywatele mają się rządowi narzucać w sprawach zagranicznych?! Zaproponowałem rządowi spotkanie z A-W -> propozycję złożyłem. Przecież nie będę pisał do rządu, czy mogę za nich coś zrobić, etc.

    Prawda jest taka, że od kilku kadencji nie ma w naszym państwie rządu, który przeprowadziłby gruntowną reformę służby dyplomatycznej. Po drugie brakuje zwykłej aktywności MSZ. Czy to tak dużo? A jeśli funkcja rzeczywiście przerasta danego ministra - to lepiej go odwołać i nie prowokować sytuacji, którą mieliśmy w zeszłej kadencji z premierem.

  4. KvSP Says:

    1. Proszę przeczytać swoją receptę. A potem przejrzeć na mikropedii profil JKW Darka Drążkiewicza.

    2. Co do tych dwóch osób, o których Pan wspomina (jak rozumiem jedną z nich jest autor, druga sama się już ujawniła), to pozwolę sobie retorycznie spytać- gdzie te osoby były, gdy podejmowałem próbę zbudowania scholandzkiej kadry dyplomatycznej?

    3. “By uzyskać status takiej potęgi należałoby wykorzystać sumę tych walorów, która składa się na wewnętrzny sukces państwa. A więc naturalną rzeczą jest, że aby wykorzystać te narodowe zalety i przekuć to w sukces na arenie międzynarodowej powinno się prowadzić aktywną i skuteczną politykę zagraniczną.”

    To nie ma ciągu logicznego. Zalatuje nacjonalistyczną nowomową- czyli nic z tego nie wynika. Najpierw “przekuwanie wnętrza”, a potem “naturalnie konieczna polityka zagraniczna”. Polityka zagraniczna to już zewnętrze, a nie wnętrze. Żeby wykorzystać “narodowe zalety” należy prowadzić należytą politykę wewnętrzną. A żeby budować “potęgę zewnętrzną” (mowa-trawa) należy ponadto prowadzić politykę zagraniczną. To polityka zagraniczna jest dodatkiem, nie na odwrót.

    4. I kolejna ostatnia kwestia- pytanie, czy jest dodatkiem koniecznym. Moje doświadczenia dyplomatyczne wskazują, że sformalizowana doktryna zagraniczna nie prowadzi do wyraźnego wzmocnienia państwa. Nie rozwiązuje jego problemów wewnętrznych, nawet je pogłębia angażując siły i środki za granicą. Co Scholandia może mieć z rozbudowanego aparatu dyplomatycznego? Jakiś konkret poproszę, nie ogólnikową “wymianę doświadczeń” czy “współpracę kulturalną”. O takich traktatach i umowach już bowiem słyszeliśmy. Postęp na papierze, nic więcej.

    5. “umożliwienie im podniesienia z kolan, a właściwie już z ziemi polityki zagranicznej Królestwa Scholandii.”

    a) Ech… Brak polityki zagranicznej!= polityka zagraniczna na kolanach. Wręcz przeciwnie.

    b) Czy jest choć cień szansy, by owe (domniemane) dwie osoby to zmieniły? Z wielkim trudem przypominam sobie ostatnie konkretne konstruktywne działanie na arenie międzynarodowej w ramach służby dyplomatycznej Królestwa Scholandii kogoś z owej (domniemanej) dwójki. Ale zapewne się mylę.

  5. Marcin P. Says:

    Proszę podać lepszą receptę, proszę zająć się polityką zagraniczną w takim razie!

    To Pan nie zauważył, że w komentarzu pisałem o sobie? :)

  6. KvSP Says:

    Marcinie, po prostu chyba nie zostałeś uwzględniony w tej dwójce ;)

  7. Percian de Wega Says:

    Strasznie Pan, Panie Kubo, nad interpretuje mój artykuł. Nie wiem czy z premedytacją czy nieświadome, ale widzę, że bez oddzielnego tłumaczenia się nie obejdzie. :)

    2. Pan chciał budować kadrę dyplomatyczną? Ciekawe, nawet bardzo. Wiem jedno- z autopsji- że zaraz jak ster w MSZ przejął ówczesny Premier Mat Max natychmiast zgłosiłem swoją osobę, jako gotową do pracy w dyplomacji. Oprócz tego, do dziś nie jest rozwiązana sprawa ambasadora w Sarmacji czy kilku innych krajach. Rozumiem, że problem natury personalnej jest inny niż brak osób, ale z drugiej strony nie możemy przeciągać tego procesu w nieskończoność. Obecny MSZ z pewnością będzie wiedział o co chodzi. :)

    3. Tu nie występuje brak ciągu logicznego. Pan go po prostu nie dostrzega. W dużym uproszczeniu chodziło o to by wykorzystać i zrealizować swój kraj, czyli stworzyć z niego ciekawe i aktywne państwo, które ŻYJE. Takie państwo w v-świecie jest potencjalnie silne. Żeby ta siła została w pełni zrealizowana powinna być wsparta skuteczną polityką zagraniczną, która zaś umiejscowiła by kraj, wysoko na arenie międzynarodowej.

    5. Pan tego nie zrozumiał. Nie wskazuję tutaj na to, że scholandzka dyplomacja to dyplomacja- skoro już zapożyczyliśmy ten zwrot z realnego słownika polityków- na kolanach. Proszę mi wytłumaczyć, jak można określić stan danej rzeczy, skoro jej nie ma? Prócz tego, że określimy, iż jej właśnie nie ma?(!) :)
    Do tematu. Mówiąc o podnoszeniu się z kolan, mówiłem tutaj o krytycznej sytuacji naszej polityki zagranicznej, która mocno podupadła.

  8. Mateusz Walczak Says:

    test

  9. Mateusz Walczak Says:

    Odpowiedź autora artykułu, Perciana de Wegi (z przyczyn technicznych zamieszam ją poniżej):


    Strasznie Pan, Panie Kubo, nad interpretuje mój artykuł. Nie wiem czy z premedytacją czy nieświadome, ale widzę, że bez oddzielnego tłumaczenia się nie obejdzie. :)

    2. Pan chciał budować kadrę dyplomatyczną? Ciekawe, nawet bardzo. Wiem jedno- z autopsji- że zaraz jak ster w MSZ przejął ówczesny Premier Mat Max natychmiast zgłosiłem swoją osobę, jako gotową do pracy w dyplomacji. Oprócz tego, do dziś nie jest rozwiązana sprawa ambasadora w Sarmacji czy kilku innych krajach. Rozumiem, że problem natury personalnej jest inny niż brak osób, ale z drugiej strony nie możemy przeciągać tego procesu w nieskończoność. Obecny MSZ z pewnością będzie wiedział o co chodzi. :)

    3. Tu nie występuje brak ciągu logicznego. Pan go po prostu nie dostrzega. W dużym uproszczeniu chodziło o to by wykorzystać i zrealizować swój kraj, czyli stworzyć z niego ciekawe i aktywne państwo, które ŻYJE. Takie państwo w v-świecie jest potencjalnie silne. Żeby ta siła została w pełni zrealizowana powinna być wsparta skuteczną polityką zagraniczną, która zaś umiejscowiła by kraj, wysoko na arenie międzynarodowej.

    5. Pan tego nie zrozumiał. Nie wskazuję tutaj na to, że scholandzka dyplomacja to dyplomacja- skoro już zapożyczyliśmy ten zwrot z realnego słownika polityków- na kolanach. Proszę mi wytłumaczyć, jak można określić stan danej rzeczy, skoro jej nie ma? Prócz tego, że określimy, iż jej właśnie nie ma?(!) :)
    Do tematu. Mówiąc o podnoszeniu się z kolan, mówiłem tutaj o krytycznej sytuacji naszej polityki zagranicznej, która mocno podupadła.

Zostaw komentarz

WP Theme & Icons autorstwa N.Design Studio. Spolszczenie: Adam Klimowski.
RSS wpisów RSS komentarzy Zaloguj się